Uwaga! UPAŁ 2 stopnia (komunikat RSO)

W katedrze zabrzmiał świt i noc. Toruński wieczór z Gjeilo i Herbertem

W katedrze zabrzmiał świt i noc. Toruński wieczór z Gjeilo i Herbertem

FOT. Urząd Miasta Toruń

Najpierw była cisza, a zaraz potem w katedrze popłynęły dźwięki prowadzące od porannego blasku aż po nocny spokój. Toruńska Orkiestra Symfoniczna, dwa chóry akademickie i soliści zbudowali wieczór bardziej jak opowieść niż zwykły koncert. W środku tej muzycznej drogi pojawił się jeszcze Herbert, więc całość nabrała także literackiego ciężaru i lokalnego znaczenia. To był taki występ, po którym nie wychodzi się od razu z emocji.

  • Muzyka Gjeilo prowadziła od pierwszego światła do nocnego wyciszenia
  • Wykonawcy zbudowali w katedrze pełny, skupiony dialog dźwięków

Muzyka Gjeilo prowadziła od pierwszego światła do nocnego wyciszenia

W centrum tego wydarzenia znalazły się utwory norweskiego kompozytora Ola Gjeilo, jednego z najważniejszych twórców współczesnej muzyki chóralnej. Jego kompozycje nie uderzają od razu siłą, raczej powoli wciągają słuchacza w gęstniejący nastrój. W toruńskiej katedrze ten efekt był wyraźny od pierwszych taktów.

Program ułożono jak muzyczną wędrówkę przez kolejne pory dnia i stany ducha. Zabrzmiały kolejno Sunrise Mass, The Lake Isle, Twilight Mass oraz The Dark Night. Każdy z tych utworów prowadził w inną stronę, ale razem tworzyły spójną całość – od wschodu słońca po kojący mrok.

Między kompozycjami pojawiały się fragmenty poezji Zbigniewa Herberta. Ten wybór nie był przypadkowy. Poeta studiował na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, pisał o Toruniu, a jego twórczość dojrzewała także nad Wisłą. W marcu w mieście odsłonięto jego popiersie, co tylko mocniej przypomina o tym, jak mocno zapisał się w toruńskiej pamięci.

Wykonawcy zbudowali w katedrze pełny, skupiony dialog dźwięków

Na scenie pojawili się artyści, którzy nadali temu wieczorowi wyraźny kontur. Wystąpili Justyna Droszcz, Arkadiusz Zborowski i Adam Skrętny, a obok nich Toruńska Orkiestra Symfoniczna. Istotną rolę odegrały też dwa chóry – Chór Akademicki UMK przygotowany przez Izabelę Szymę Wysocką oraz Chór Kameralny Wydziału Edukacji Muzycznej UKW w Bydgoszczy prowadzony przez Tomasza Kotwicę.

Całość spiął dyrygent Arkadiusz Kaczyński. Prowadził wykonawców z dużą precyzją, ale bez chłodu, dzięki czemu muzyka zachowała zarówno dyscyplinę, jak i oddech. To ważne szczególnie przy takim repertuarze, w którym łatwo zgubić równowagę między monumentalnością a intymnością.

Warto też przypomnieć, że ten sam program Chór Akademicki UMK prezentował wcześniej w Carnegie Hall w Nowym Jorku. To podniosło rangę toruńskiego wykonania, ale nie zamieniło go w pokaz siły. W katedrze liczyło się raczej skupienie, wspólne słuchanie i rzadki dziś komfort bycia naprawdę obecnym.

Długie brawa po zakończeniu mówiły same za siebie. Wnętrze świątyni na chwilę zamieniło się w przestrzeń, w której muzyka, poezja i cisza pracowały razem. I właśnie dlatego ten koncert został w pamięci dłużej niż trwał.

na podstawie: UM Toruń.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta Toruń). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.